24 lipca 2014

prolog

Usiadłam na ziemi przy jednym z nagrobków. Wpatrywałam się w napis długo. Sprawiał mi zarówno radość jak i wielki ból. Dotknęłam niepewnie palcami napisu na płycie... ,,Diana Collins and Edward Collins".
Łzy same spływały po prawie już zamarzniętej, jasnej skórze. Kosmyki gęstych włosów przylepiały się do twarzy, ale nigdy nie uchodzą mi za przeszkodę, cokolwiek bym robiła.
Środek listopadowej nocy ogólnie nie powinien uchodzić za przyjemny...jednak mi bardzo odpowiada.
Podniosłam się z ławeczki ustawionej obok nagrobka i ruszyłam w stronę ścieżki wiodącej do bramy wyjściowej. Wytarłam dokładnie twarz suchą chusteczką i pociągnęłam niezgrabnie nosem. Dopiero po dłuższej chwili zauważyłam, że zaczęło padać. Chciałabym by była to tylko niewinna mżawka. Jednak deszcz nie ustępował, a wręcz przeciwnie - spadał na ziemię wielkimi i co raz bardziej zagęszczonymi kroplami. Wszystko dookoła przysłoniła idealna czerń. Ludzie wracający z pracy wbiegali do swoich samochodów, a przechodnie wchodzili do pobliskich barów lub restauracji. Ja szłam twardym krokiem przez chodnik położony pod czystym niebem. Powietrze wydawało się być nieskazitelnie czyste, aż niesamowicie przyjemne.
Mogłam długo napawać się panującą ciszą na ulicach Charing Cross Road, jednakże musiałam szybko wracać...Za trzy godziny ma wzejść słońce, a ja o szóstej powinnam zawitać w Imperial College...

1 komentarz:

  1. O Bogowie! Świetny prolog, niesamowicie mnie wciągnął. Będę twoją wierną czytelniczką :*
    Życzę weny i czekam na 1 rozdział.
    LA.

    OdpowiedzUsuń